„Inwazja porywaczy ciał” powraca do życia

Autor, Paul Levy

Awaken in the dream

Chociaż nie jestem historykiem, mogę śmiało powiedzieć, że żyjemy w najdziwniejszym okresie w całej historii ludzkości. Jung pisze: „To, że nieświadomość wyłoniła się i zawładnęła świadomą osobowością, jest cechą charakterystyczną naszych czasów”.[1] Nieświadomość jest źródłem naszych snów; coraz częściej mamy wrażenie, że nasz gatunek wspólnie realizuje – i marzy – naszą nieświadomość, aby zamanifestować się w świecie w pełni zmaterializowanej formie. Mówiąc inaczej: to tak, jakbyśmy mieli zbiorowo wspólny sen, który jest informowany i kształtowany przez naszą nieświadomość, a także jest jej bezpośrednim wyrazem. Jednakże w zakresie, w jakim proces ten pozostaje nieświadomy, naszym przeznaczeniem jest tworzenie po nocach coraz pogłębiającego się koszmaru, czego wyraźnie widać na przykładzie tego, co dzieje się we współczesnym świecie.

To, co dzieje się w naszym świecie, jest żywym objawieniem, ale to, co się dzieje, ujawni swój objawiający aspekt tylko wtedy, gdy świadomie rozpoznamy to, co jest nam objawiane. Jeśli jednak nie rozpoznamy światła ujawniającego się w ciemności, koszmar stanie się silniejszy i bardziej przerażający, potencjalnie zabijając nas wszystkich. Korzeń tego całego procesu należy szukać w ludzkiej psychice – gdzie indziej można by znaleźć źródło naszego zbiorowego szaleństwa? Większa część tego, co zostaje nam objawione, to centralna rola, podobnie jak w świecie snów, jaką ludzka psychika odgrywa w tworzeniu wydarzeń rozgrywających się w naszym świecie. 

Nasz gatunek nie tylko śpi, ale wydaje się, że jest w nas coś, co utrzymuje nas w ciemności. Jak wskazuje Jung, w tych okolicznościach konieczne jest, abyśmy uzyskali wgląd w „ducha, który jest przeciwko nam”.[2] Tego ducha, który wydaje się utrudniać nasze światło, rdzenni Amerykanie nazywają „wetiko”[3]. który można uznać za wirusa umysłu. Rzucenie światła na tajne operacje tego wirusa umysłu służy nam ponad miarę.

To, co dzieje się w naszym świecie, jest tak science fiction, jakbyśmy żyli w dystopijnej powieści Philipa K. Dicka. To tak, jakby film „Inwazja porywaczy ciał” ożył w naszym świecie. Tak wiele osób, nawet bliskich przyjaciół i członków rodziny, padło ofiarą niekończącego się strumienia kłamstw, dezinformacji i propagandy, którym codziennie karmi się nas media. Gdy ktoś ulegnie wpływowi propagandy kontrolującej umysły i zostanie w wystarczającym stopniu „wciągnięty” w jego umysły, ma się wrażenie, że jego umysły zostają „przejęte” – opętane – przez coś takiego, że bez własnej wiedzy staje się wówczas placówką, ogniwo w ciemnym łańcuchu, aby dalej szerzyć zaklęcie, pod które sami wpadli. 

Ze względu na swoją funkcję zmieniającą umysł, sama propaganda jest formą czarnej magii. Kiedy ktoś dostatecznie wchłonął propagandę i dał się uwieść wewnętrznej logice i pozornej spójności fałszywej narracji, zazwyczaj jest zdania, że ​​w żaden sposób nie podlega propagandzie, która nie jest niczym innym jak samą propagandą, która przez niego przemawia. Przekonani, że posiadają prawdę, stali się organem i rzecznikiem szerzenia propagandy, cały czas myśląc, że propagandą są ludzie, którzy nie wpadli w jej urok. To tak, jakby coś je opętało. 

„Posiadanie”, jak wskazuje Jung, jest „pierwotnym stanem rodzaju ludzkiego”. Cytując Junga, człowiek „jest z konieczności opętany, o ile jego świadomość jest słaba”. poziom świadomości naszego gatunku jest na etapie nastolatka, którego poczucie siebie i świata wciąż się kształtuje. Jakby zaczynając wyłaniać się z głębokiego snu, nasz gatunek ewoluuje z bycia identycznym z nieświadomością – a zatem ślepym na nią i opętanym przez nią – dlatego naszym zadaniem jako istot ludzkich jest uczynienie nieświadomości świadomą, tj. wygenerować jak najwięcej świadomości. Nasz gatunek cierpi na formę ślepoty psychicznej[6], szczególnej formy ślepoty, którą sami sobie stworzyliśmy, która nie tylko nie wie, że jest ślepa, ale wydaje mu się, że widzi wyraźniej niż ludzie o bystrym wzroku. Naszym zadaniem jest uzdrowienie naszej ślepoty, co zawsze zaczyna się od nas samych. 

Kiedy ludzie wpadają w nieświadomość i zostają przejęci przez nią, aktywuje się w niej coś, czego nie są w stanie przywołać do świadomości, co powoduje, że ich autorefleksyjna świadomość zostaje wciągnięta niczym magnes w dół. nieprzytomny i ułomny tak, że można go nawet rozpuścić w głębinach. Stając się identyczną z nieświadomością, a tym samym ucieleśniając ją, osoba tak opętana nie może powstrzymać się od kompulsywnego odgrywania nieświadomości w destrukcyjny sposób. W tym przeklętym stanie nieświadomie stały się narzędziem do działania mroczniejszych sił nieświadomości. Opisując ten proces, Jung mówi: „dana osoba staje się zwykłym automatem. Takiej osoby już nie ma”[7]. Naprawdę puste, stają się kanałem dla ciemniejszych aspektów nieświadomości, które przez nie przechodzą, podczas gdy osoba tak dotknięta jest jednocześnie żywym objawieniem tych ciemniejszych sił – jeśli mamy oczy, aby zobaczyć, co się w nich dzieje. 

To tak, jakby tacy ludzie zostali wydrążeni przez psychiczne termity, w wyniku czego powstała w nich pustka, która stała się mieszkaniem dla „czegoś innego” niż oni sami, aby zamieszkać w nich. Jakby nie było już w domu, ludzie opętani – często ideami i przekonaniami – stają się pozbawionymi autorefleksji robotami-automatami (nieposiadającymi żadnego potencjału twórczego), ponieważ kierują nimi kompulsywnie coś, co wypycha ich spod ich świadomej świadomości. Ci ludzie są tak oderwani od siebie i swojej zdolności do samodzielnego myślenia, że ​​„coś innego” niż oni sami, czego są całkowicie nieświadomi, wykorzystuje ich jako mimowolne narzędzie do myślenia za nich i przez nich w celu realizacji swoich celów (na własny koszt). To „coś innego” nie pragnie niczego więcej, jak tylko wniknąć w umysł danej osoby, tak aby osoba tak dotknięta stała się kanałem dla tej mroczniejszej siły, która może wcielić się w nasz świat. 

Tak przejęci ludzie zostają zaprogramowani jak maszyny, aby szerzyć tę samą psychoduchową infekcję, przez którą zostali opętani, aby wypełnić leżący u ich podstaw złowrogi program archetypowych, mroczniejszych sił, które nieświadomie nimi kierują. Jak zauważa Jung, kiedy ktoś zostaje w ten sposób przejęty – czyli sytuacja, w której jego psychika zostaje porwana i skolonizowana przez siły inne niż on sam – „jest to jedno z najbardziej niewidocznych doświadczeń, jakie możemy przeżyć”[8]. jeśli mają oczy na oczach, ludzie tak dotknięci są całkowicie ślepi na swoją przypadłość.

Zaprzeczając swojej wewnętrznej mocy i sprawczości, ludzie tak dotknięci zlecali swoje własne nadawanie znaczeń władzom zewnętrznym. Utwierdzeni w określonym punkcie widzenia, całkowicie przekonani, że posiadają prawdę, mają istniejące wcześniej, niepodlegające negocjacjom przywiązanie do jakiejś idei, ideologii lub przekonania, które uniemożliwia im rozważenie jakiejkolwiek innej perspektywy (której doświadczają jako zagrożenie dla samego ich światopoglądu) ma jakąkolwiek ważność. Ugruntowanie się w ich punkcie widzenia jest całkowitym przeciwieństwem płynnej, elastycznej i bardziej otwartej, wszechperspektywicznej świadomości, która odzwierciedla to, co dzieje się w naszym świecie, z tak wielu różnych – i często sprzecznych – punktów widzenia, jak tylko można sobie wyobrazić, bez przerywania do przedwczesnego osądu, że wiedzą, co tak naprawdę się dzieje.

Oprócz tego, że są sztywno ugruntowani w swoim punkcie widzenia, ich ciekawość w zakresie wszelkich dowodów sprzecznych z ich skonkretyzowanym punktem widzenia wychodzi na jaw, nie wspominając o ich zdolności do odróżniania prawdy od fałszu. Filozofka Hannah Arendt wskazuje, że niezdolność do autorefleksyjnego myślenia o sobie – podobnie jak wampir nie odbija się w lustrze – jest jedną z głównych cech zła.  

Dialog z ludźmi, którzy popadli w ten stan, jest jak rozmowa z pojedynczym algorytmem, który działa również w mózgach milionów podobnych ludzi, tworząc rodzaj zbiorowego umysłu-ula, w którym nie może zaistnieć żadna oryginalna myśl. To tak, jakby w ich mózgi wszczepiono program komputerowy, który automatycznie reaguje na bodźce, zamieniając ich w automaty. W istocie stały się częścią maszyny. Cytując Arendt, „największym złem, jakiego się dopuszcza, jest zło ​​popełnione przez nikogo, to znaczy przez istoty ludzkie, które nie chcą być osobami”.[9] Odmawiając bycia osobą, osoba dotknięta tą chorobą bardziej przypomina zombie niż człowieka istnienie. 

Kiedy ktoś wpada w ten przeklęty stan, wewnętrzny system monitorowania psychiki (wewnętrzne odbicie zewnętrznych agencji regulacyjnych rządu), którego zadaniem jest wypatrywanie zewnętrznych najeźdźców, zostaje przechwycony przez te same siły, którymi jest ma monitorować i chronić osobę przed. W psychice dotkniętej osoby potajemnie instaluje się rząd cieni, który dyktuje ego. Funkcja wykonawcza ich psychiki, która ma działać w najlepszym interesie organizmu, została przejęta i potajemnie służy tajemniczej sile, która, jak powiedział Philip K. Dick, „uzurpowała sobie tron”. To tak, jakby osoba została zastąpiona lub usunięta przez coś obcego jej samej, co „przyjęło” jej formę. To tak, jakby w psychice nastąpił zamach stanu, a sama psychika pozostawiona jest w ciemności co do tego, co się wydarzyło. 

Tak zaprogramowani ludzie są nieświadomi – dosłownie nie mają pojęcia – o podstępnej naturze sytuacji, w której się znaleźli, często przekonując samych siebie, że doszli do swojego punktu widzenia z własnej woli. Nie zdając sobie sprawy, jak siły zewnętrzne manipulują i zarządzają ich percepcją, mogą łatwo przekonać samych siebie, że przeprowadzili własne, niezależne badania i analizy, podczas gdy w rzeczywistości po prostu papugują ten sam punkt widzenia, że ​​obecne władze… te same moce, które stoją za złem, które rozgrywa się w naszym świecie – chcą, żeby je miały. Kiedy zostaje im to odzwierciedlone – jest to sytuacja, która, jak można by pomyśleć, przyciągnęłaby ich uwagę – zazwyczaj reagują bez zainteresowania, pozbawioni ciekawości, jaką oferuje im refleksja. 

Ludzie, którzy zinternalizowali propagandę we własnym umyśle, mają pewną pewność, że mają rację – w końcu nieustannie dostarczane są na to dowody potwierdzające słuszność ich punktu widzenia przez niekończący się strumień propagandy – podczas gdy prawda jest tak niewielu, jeśli ktokolwiek z nas może być absolutnie pewien czegokolwiek. Większość ludzi nie jest w stanie ogarnąć wszechobecności i zasięgu propagandy, w której płyniemy 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, a wszystko to ma na celu psychiczne wmasowanie naszych umysłów w pożądany punkt widzenia, jakiego chcą od nas obecne władze. 

W prawdziwym wypaczeniu umysłu ludzie podlegający propagandzie – jakby patrząc w lustro – widzą swoje własne odbicie w tych, którzy uświadamiają im, że wpadli w czar propagandy, którzy w odwróceniu rzeczywistości , uważają za tych, którzy są pod wpływem propagandy.[10] Przerażająca jest świadomość, że najbliżsi nam ludzie – często nasze rodzeństwo, rodzice, dzieci i bliscy przyjaciele – tak naprawdę nie mają kontaktu z rzeczywistością i nie są zainteresowani jej słuchaniem.  

Ludzie, których umysły uległy takiemu wpływowi, zazwyczaj nigdy nie czuli się bardziej sobą, podczas gdy w rzeczywistości jaźń, którą sobie wyobrażają, jest sztuczną symulacją ich samych – oszustem – którego wzięli za siebie. Nieświadomie wpadli pod urok „ducha fałszerstwa”[11] z tekstów apokryficznych, który „nas przybiera” (tj. oszukuje), podszywając się pod nas – stajemy się wówczas podszywaniem się pod to, czym mamy być istota ludzka. Ludzie, którzy byli wystarczająco propagowani, żyją w samonapędzającej się komorze pogłosowej swojej własnej zaprogramowanej i zahamowanej wyobraźni, w ograniczonym, oślepiającym i doprowadzającym do szaleństwa scenariuszu, w który sami nieświadomie wkupują się i w ten sposób utrwalają w każdej chwili. Krótko mówiąc, oczarowali się i poddali sobie pranie mózgu, poddając się czarowi stworzonemu przez umysł, który sami stworzyli. 

Jung nazywa ten proces „zamykania oczu” niczym innym jak „czarną magią”[12] – formą tej mroczniejszej formy sztuki, którą ostatecznie popełnia się na sobie. Oszukaliśmy wówczas nasz własny (właściwy) umysł. Warto zauważyć, że kiedy wpadamy w samooszukiwanie się, nieuchronnie tracimy kontakt ze światem rzeczywistym. Jung wielokrotnie ostrzegał przed wielkim niebezpieczeństwem, że gdy wystarczająca liczba ludzi padnie w ten sposób ofiarą własnej nieświadomości, skutkiem tego będzie niezmiennie epidemia psychiczna – zbiorowa psychoza[13] – która dokładnie ma miejsce w dzisiejszym świecie. Proces ten, jak nieustannie podkreśla Jung, zaczyna się i może zostać rozwiązany jedynie w obrębie jednostki.  

Jung rozumiał, że wielkim niebezpieczeństwem stojącym przed ludzkością jest popełnienie przez ludzi tego, co nazywa „wielkim błędem”[14] – utożsamienie się z tym, co nazywa „fikcyjną osobowością” lub „sztucznym ja”[15]. Zwraca na to uwagę. „jeśli myślisz, że jesteś oddzielony” (od innych, a także od samego wszechświata), cierpisz na „neurotyczną wyobraźnię”[16], która po wystarczającym utożsamieniu się z nią zaczyna się samogenerować, dostarczając wszelkich dowodów potrzebnych do dowód na swoje pozornie realne istnienie. To błędne wyobrażenie o tym, kim jesteś, w sposób dorozumiany pociąga za sobą założenie odpowiedniego abstrakcyjnego, rzekomo racjonalnego (ale w rzeczywistości błędnego) światopoglądu materializmu naukowego, który dodatkowo wspiera, zasila i wzmacnia nasze poczucie istnienia jako odrębnej jaźni, proces, który Nic nie może pomóc, ale jeszcze bardziej oddala nas od naszego autentycznego „ja”. Cały ten proces jest chorobliwy nie do uwierzenia. Nie można tego powtarzać wystarczająco często – nikt inny nam tego nie robi, to my ostatecznie robimy to sobie. 

Jedną z głównych cech tego zjawiska psychologicznego jest to, że przekonania, idee i punkty widzenia ludzi zostają nieświadomie powiązane z ich tożsamością i samym poczuciem siebie i stopione z nimi. Wprowadzenie ich do innego punktu widzenia, który kwestionuje ich sposób widzenia, jest postrzegane jako egzystencjalne zagrożenie dla samego ich poczucia siebie lub tożsamości, które może aktywować ich nieświadome psychologiczne mechanizmy obronne, tak jakby ich ego – a co więcej, samo ich życie – jest narażony na ryzyko. Korzenie tego całego procesu należy szukać w psychice i nigdzie indziej.  

GŁUpota wpada w amok

Mówiąc o masowym praniu mózgu, kontroli umysłów i zachowaniach o charakterze kultowym, które miały miejsce w nazistowskich Niemczech, teolog Dietrich Bonhoeffer opisał swoje doświadczenia ze spotkania z takimi ludźmi. Opisując osobę opanowaną przez ducha wetiko, charakteryzuje takich ludzi jako cierpiących na pewną formę głupoty, co, jak sądzę, ma na myśli, że ludzie tak dotknięci są odłączeni od swojej naturalnej inteligencji. Bonhoeffer pisze: „Rozmowa z nim ma wręcz wrażenie, że ma się do czynienia nie z nim jako osobą, lecz ze sloganami, hasłami i tym podobnymi, które go zawładnęły. Jest pod wpływem zaklęcia, zaślepiony, źle używany i maltretowany w swojej istocie. Stając się w ten sposób bezmyślnym narzędziem, głupi człowiek będzie także zdolny do wszelkiego zła, a jednocześnie nie będzie w stanie dostrzec, że jest ono złe. Tutaj czai się niebezpieczeństwo diabelskiego nadużycia, gdyż ono może raz na zawsze zniszczyć istotę ludzką.”[17] Bonhoeffer uznaje, że osoba opętana, pozwalając sobie być kanałem dla działania przez nią nieświadomych sił , mogą łatwo stać się narzędziem zła, cały czas wierząc, że stoją po stronie prawdy, sprawiedliwości i dobra. Osoba tak dotknięta, całkowicie nieświadoma swojej zdeprawowanej sytuacji, staje się marionetką na sznurku – tym, co Jung nazywa „marionetką diabła” – ludzkim narzędziem, dzięki któremu te nieludzkie, mroczniejsze siły zwodnicze mogą działać w naszym świecie. Bonhoeffer mówi z własnego doświadczenia – został stracony przez nazistów – o niesamowitym niebezpieczeństwie, gdy wystarczająca liczba ludzi stanie się bezmyślnymi narzędziami państwa. 

Zło potrzebuje grup ludzi, aby skutecznie się rozprzestrzeniać. Jest dobrze znanym zjawiskiem psychologicznym, że kiedy jednostki gromadzą się w grupie, a podstawową wartością ich spotkania jest coś innego niż poszerzenie świadomości i pogłębienie świadomości autorefleksyjnej, zbiorowa inteligencja zgromadzenia spada do poziomu najniższy wspólny mianownik, tak że grupa, według słów Junga, staje się jednym wielkim „grubasem”. Ludzie znajdujący się pod wpływem nieświadomości nieustannie wzmacniają swój zwodniczy punkt widzenia, tworząc wokół siebie nieprzeniknioną psychiczną bańkę, która za wszelką cenę odwraca uwagę od autorefleksji. 

Jung cytuje Marka Twaina, który mówiąc o niebezpieczeństwie tej sytuacji, stwierdza: „największą siłą na ziemi jest masowa głupota, a nie masowa inteligencja”. Jung komentuje: „Głupota to niezwykła siła i Mark Twain to zauważył.”[18] Nie tylko oszołomieni strachem (gdzie ludzie reagują w oparciu o nieświadome uwarunkowania, zamiast świadomie reagować z własnej woli), ludzie, którzy popadli w myślenie grupowe stali się, by wymyślić nowe słowo, „ogłupieni” strachem – zostali ogłupieni. Należy pamiętać, że strach jest najpotężniejszym pożywieniem dla wetiko.

Jung podkreślił, że ze względu na sugestywność naszego gatunku wszyscy mamy potencjał, aby zostać przejętym i opętanym przez nieświadomość, w wyniku czego stajemy się głupi i odgrywamy – a tym samym ucieleśniamy – ciemniejsze aspekty zbiorowej nieświadomości, którą wszyscy podzielamy . Ten wgląd może otworzyć nas na możliwość dostrzeżenia odkrywczej natury tego, co dzieje się w naszym świecie. Mroczniejsze siły, podporządkowując sobie i włączając ludzi w siebie, wciągają ich w trybiki w kole odczłowieczającej machiny – tak przejęci ludzie stają się jej nieświadomymi tajnymi agentami (ich sekret pozostaje tajemnicą nawet dla nich samych). W tej sytuacji ciemność staje się jednak potencjalnie przezroczysta, gdyż otwarcie pokazuje, jak skrycie działa. 

Ciemność w naszym świecie – zarówno jednostek, naszego gatunku jako całości, jak i systemów, które stworzyliśmy, tworzących strukturę naszego społeczeństwa – sama w sobie jest objawieniem. Oznacza to, że ciemność pozornie przejmująca nasz świat – w prawdziwie kwantowym stylu, potencjalnie – służy światłu wtedy i tylko wtedy, gdy jest postrzegana przez światło świadomej ludzkiej świadomości. Wszystko zależy od tego, czy rozpoznajemy światło objawiające się poprzez ciemność. Wewnętrzne działania ciemności są zwykle ukryte pod płaszczem samej ciemności, dlatego zobaczenie tajnych operacji ciemności tak bardzo zmienia zasady gry. Zwykle myślimy o iluminacji jako o „widzeniu światła”, ale widzenie ciemności – według słynnych słów Junga „uświadamianie ciemności” – jest również formą iluminacji. To objawienie wymaga jednak naszego świadomego uczestnictwa, aby odblokować swoje dary – możemy to nazwać „partycypacyjną formą objawienia”, gdyż wymaga naszego aktywnego i świadomego zaangażowania, aby spełnić swoją funkcję objawicielską.

Wyrwanie się z tego zaklęcia wymaga prawdziwej odwagi, ponieważ istnieje wbudowana przeciwzachęta, aby to zrobić. Jak powszechnie wiadomo, trudniej jest wyrwać kogoś z oszołomienia, niż w ogóle go oszukać. Dzieje się tak dlatego, że uświadomienie sobie, że ktoś go miał, jest bolesne – traumatyczne. To szok, gdy zdajemy sobie sprawę, że myliliśmy się co do przekonań, których byliśmy tak pewni. Ludzie nie lubią zdawać sobie sprawy, że zostali oszukani, ale kiedy wzięto cię za wszystko, na co cię stać, jeśli chcesz wkroczyć na drogę wyzdrowienia, nie ma sposobu, aby zdać sobie sprawę, do jakiego stopnia się zdradziłeś — to niezbędny pierwszy krok na drodze do powrotu do siebie. To przerażający, ale niezbędny wgląd, aby uświadomić sobie nasz współudział w złu, z którym, jak sądziliśmy, walczymy. 

Podobnie jak posiadanie siły do ​​opuszczenia sekty, jest to niezwykły moment, który wymaga niesamowitej odwagi, gdy zdejmiemy klapki z oczu i otrząśniemy się z czaru, pod którym byliśmy. Zamiast patrzeć wyimaginowanymi oczami innych, zaczynamy widzieć własnymi oczami, co oznacza połączenie się z naszą wewnętrzną sprawczością i twórczą mocą prawdziwego Ja w nas. Zaczynamy wtedy leczyć wywołaną przez siebie ślepotę wetiko w nas samych i w całym świecie. Dostrzeżenie, jak ciemność w nas skrycie działa, jest niezbędnym krokiem, który pozwala nam skuteczniej uporać się z ciemnością, która sieje spustoszenie w całym naszym świecie.   

Przypisy

[1]  Jung, Zaratustra Nietzschego, tom. 2, 1350.

[2]  Tamże, 1131.

[3]  Napisałem 3 książki o wetiko.

[4]  Jung, Zaratustra Nietzschego, tom. 2, 1265

[5]  Tamże.

[6]  Wetiko jest formą psychicznej ślepoty. 

[7]  Jung, Sny dziecięce, 373.

[8]  Jung, Zaratustra Nietzschego, tom. 1, 758.

[9]  Hannah Arendt, Odpowiedzialność i osąd, s. 111. 

[10]  Jedną z głównych cech wetiko jest oskarżanie innych ludzi o robienie tego, co ty sam robisz nieświadomie. 

[11]  Duch fałszerstwa wspomniany w tekstach apokryficznych to nikt inny jak wetiko. 

[12]  Jung, Wizje, tom. 2, 1205.

[13]  Wetiko, choć dotyka jednostki, jest zbiorową psychozą, która dotyka nasz gatunek jako całość. 

[14]  Jung, Wizje, tom. 1, 369

[15]  Tamże.

[16]  Jung, Zaratustra Nietzschego, tom. 1, 103.

[17] „Bonhoeffer o głupocie, która doprowadziła do powstania Hitlera”, Intellectual Takeout, kwiecień 2016 r. 

[18]  Jung, Zaratustra Nietzschego, tom. 2, 1177.


o autorze

Pionier w dziedzinie duchowego wyłonienia się, Paul Levy, jest rannym uzdrowicielem prowadzącym prywatną praktykę, pomagającym innym, którzy również budzą się do sennej natury rzeczywistości. Jest autorem trzech książek na temat wirusa umysłu wetiko, z których najnowsza to Undreaming Wetiko: Breaking the Spell of the Nightmare Mind-Virus (Inner Traditions, 2023). Jest założycielem wspólnoty „Awaken in the Dream” w Portland w stanie Oregon. Artysta głęboko zaznajomiony z twórczością CG Junga i praktykujący buddyzm tybetański od prawie 40 lat.

Źródło https://www.awakeninthedream.com/articles/invasion-of-the-body-snatchers-comes-to-life

50% LikesVS
50% Dislikes

Dodaj komentarz

You might like